| Średnia ocen użytkowników |
(0 głos) |
|
| Odsłon |
7332  |
|
|
|
Szukam sponsora.pl Sposób na łatwe życie ANNA MARIA WARCHOŁ
Zamieszczasz ogłoszenie, idziesz na spotkanie i ustalasz warunki. Zapewnia wszystko, o czym marzysz. Ale nigdy nie wiesz, kiedy zadzwoni, kiedy będzie chciał cię mieć – twój prywatny sponsor.
Lubisz seks? – pyta Krzysztof. Na oko ma 50 lat, ale nadal atrakcyjny, elegancki i zadbany. Lekka nadwaga dodaje mu uroku. – Mnie analny nie interesuje, ale oralny, jak najbardziej. Tylko jedna zasada – nie lubię się spieszyć. Krzysztofa poznałam przez Internet. Jest zainteresowany „dyskretną znajomością z sympatyczną dziewczyną”. Ta forma znajomości zwana jest sponsoringiem – bogaci mężczyźni wyszukują atrakcyjne dziewczyny. Opłacają im studia, mieszkanie, płacą kieszonkowe, a w zamian liczą na dyskrecję i seks kilka razy w tygodniu.
– To zdrowsza forma prostytucji – mówi seksuolog profesor Zbigniew Lew Starowicz. – Ten najstarszy zawód świata był, jest i będzie istniał. Ma trzy formy: prostytucja uliczna, agencje towarzyskie i ostatnio sponsoring. Lepiej, że istnieje coś takiego niż stanie na ulicy.
– Można mieć dwa podejścia do prostytucji. Traktować to zjawisko jako patologię życia społecznego lub jako pewien styl życia – dodaje seksuolog doktor Zbigniew Izdebski. – Myślę, że dla kobiet, które nie są zmuszane do tego typu form zarobkowania, nie są obiektem handlu i w przypadku których możemy mówić o dobrowolnym wyborze, byłbym skłonny uznać to za pewną formę stylu życia.
Oczekuję zaangażowania
Krzysztof jeszcze przed pierwszym spotkaniem zdradza, kim jest i gdzie pracuje. Nie wie, kim jestem. Podaję się za dziewczynę szukającą sponsora. Jeśli chce mnie mieć, musi mi zaufać. Spotykamy się w kawiarni niedaleko jego biura. Lokal jest pusty, godzina nietypowa. Mimo to kandydat na sponsora rozgląda się nerwowo, sprawdza, czy nie wchodzi ktoś znajomy. Dyskrecja na jego stanowisku jest niezbędna.
– Chyba jesteś mądrą dziewczyną i tak samo jak ja, nie chcesz niepotrzebnych kłopotów – zaczyna rozmowę. Patrzy, czy na pewno zrozumiałam. – Mam własną firmę, żonę i dorosłego syna – powtarza kilkakrotnie. Po godzinie wyjmuje nawet ich zdjęcie. – O, tu jest mój syn (jesteśmy prawie w tym samym wieku). To nasze ostatnie wakacje.
– Niepodobny do ciebie, raczej do matki. – To przez te okulary – odpowiada. – Zjesz coś, jakiś deser? – szybko zmienia temat. Przecząco kiwam głową. – Odchudzasz się. Masz problemy z nadwagą? Teraz z trudem powstrzymuję się, by nie wybuchnąć śmiechem. To dość zaskakujące pytanie, jak na pięć minut znajomości. Ale uświadamiam sobie, że przecież miał prawo je zadać. – Nie. Po prostu nie lubię słodyczy. Napiję się może soku. Sam zamawia piwo.
Dalsza rozmowa przypomina spotkanie biznesowe. Ustalamy warunki. Życzliwie, ale i rzeczowo. – Spotkania dwa, trzy razy w tygodniu. Na więcej nie mam czasu – popija pierwszy łyk. – Po znajomości z tobą spodziewam się trochę emocjonalnego zaangażowania. Nie żaden szybki numerek i pa – na chwilę milknie. – Masz piękne dłonie – zaczyna znów i bierze moją rękę. – Pamiętaj, musisz być ostrożna. Masz konto? Nie możesz przynosić gotówki do domu. Płacę tysiąc pierwszego i tysiąc piętnastego każdego miesiąca. Opłacę ci kurs angielskiego, tylko nie mów w domu, że chodzisz na ten angielski.
Mój niedoszły sponsor miał już kilka dziewczyn. Wie, jak załatwia się takie sprawy. Takich jak on jest wielu. Najczęściej to dojrzali mężczyźni, którzy większą część życia spędzają w pracy. Nie mają czasu na zawieranie znajomości w konwencjonalny sposób. Czasami mają kompleksy. Z usług prostytutek ulicznych nie chcą lub boją się korzystać. Sponsoring to dla nich szansa na związek bez zobowiązań – płacą i dyktują warunki. Wybierają jedną dziewczynę na dłużej i spotykają się z nią, kiedy mają na to ochotę. Tak jest pewniej i bezpieczniej.
Za pierwszym razem się bałam
– Przed wojną było wielu bogatych panów, którzy mieli dużo pieniędzy i za te pieniądze utrzymywali dziewczyny – wspomina dawna tancerka, obecnie pisarka Stefania Grodzieńska. – Po wojnie mężczyzna, który miał dużo pieniędzy, był podejrzany i raczej się z tym ukrywał. Ale ostatnio coś się zmieniło. Teraz nagromadziło się wiele możliwości zarobkowania i znowu można płacić otwarcie...
Nie wiadomo, ile dziewczyn składa oferty sponsorom. Często to młode osoby, które przyjeżdżają na studia z małych miast i nie mają za co się utrzymać. Ale wiele jest dziewczyn z tzw. dobrych domów, które w ten sposób dorabiają do kieszonkowego. Magda zbiera na flesha – czyli modne ostatnio, błyszczące znaczki naklejane przez stomatologa na zęby. Ma 16 lat, mieszka na peryferiach miasta, uczy się w słabym ogólniaku. Jest lekko przy kości, ale niewątpliwie atrakcyjna. Otwarcie przyznaje, że lubi zarówno seks klasyczny, analny, jak i oralny. – Dla mnie wszystkie z tych rzeczy są do przyjęcia. Jedyne, czego nie lubi, to finału pieszczot francuskich w swoich ustach, ale czasami i na to się zgadza.
Jestem blondynką o pięknych niebieskich oczach. Mam 160 cm, 50 kg, biust 75C. Mam 17 lat, lubię sex i czekam na sponsora. Karolina
Karolina mieszka z rodzicami. Chodzi do prywatnej szkoły. Drobna i nieśmiała. Po długich namowach zgadza się wreszcie ze mną spotkać: – Prosiłaś, bym mówiła szczerze... Więc zacznijmy od tego, że mam 18 lat, a to ogłoszenie zamieściłam, jak miałam niepełne 17. W telewizji leciał program o sponsorach, potem jakiś facet zaproponował mi to, jak byłam na chacie, a po jakimś czasie ja sama zaczęłam wpisywać się jako „szukam bogatego” – odwraca głowę, sprawdza, czy ktoś nas nie słyszy. – Przed pierwszym spotkaniem bardzo się bałam. Nie wiedziałam, co mam skłamać mamie, dlaczego wychodzę. Potem nie było tak śle. Spotykałam się z dwoma facetami. Nie przeszkadzało im, że jestem taka młoda. Przy mnie się odmładzali i chyba na tym im zależało. Nie pamiętam, czy któryś z nich miał żonę. Raczej stawiali na karierę niż na dom.
Natasza również zamieściła ogłoszenie w Internecie. Mieszka w niewielkim mieście. Ma 22 lata, studiuje zaocznie. Jest bardzo atrakcyjna, ale z daleka widać zaawansowaną ciążę.– Mam chłopaka. To jego dziecko, to pewne – mówi szybko, chcąc uprzedzić moje pytanie. – On nie wie, że miewałam sponsorów. Mieszkamy razem. Jak spotkałam się parę razy z klientem, jak już się znaliśmy, powiedziałam mu, że mam fuchę… Łyknął, mimo iż sprytny. Jestem ostatnią osobą, którą by podejrzewał o coś takiego. Prywatnie jestem dość niedostępna i musiał się naprawdę długo i bardzo starać, żeby udało mu się mnie przelecieć. Zdziwiony był tylko tym, co mu w łóżku zaoferowałam, ale i na to znalazło się wytłumaczenie.
Nie ma mowy o miłości
– Taka znajomość ma jedną podstawową zaletę. To, że spotykam się z jakąś dziewczyną, nie znaczy, że wprowadzam ją do mojego towarzystwa – tłumaczy mi Krzysztof. – Nie ma też mowy o zakochaniu – obie strony w każdej chwili mogą zakończyć związek bez wzajemnych pretensji. Kiedyś miałem romans i na własne życzenie problemy, sceny zazdrości... Więcej nie powtórzę tego błędu. Tu na wstępie wyznaczam granicę, której nie można przekroczyć.
Krzysztof zgadza się, by jego „podopieczna” miała chłopaka. – Tylko od ciebie zależy, czy zdołasz pogodzić rolę dziewczyny i płatnej kochanki – mówi podczas naszego pierwszego spotkania. – Ale jeśli chłopak jest, wolałbym o tym wiedzieć. Jemu lepiej o mnie nie mów. Nigdy nie wiesz, jak zareaguje.– Gdy w grę wchodzą pieniądze, można bardzo ściśle określić granice własnej prywatności – komentuje doktor Dariusz Zalewski, socjolog Zakładu Problemów Społecznych i Planowania Społecznego Uniwersytetu Warszawskiego. – To, że sypia się z dziewczyną we wtorki, czwartki i soboty, nie znaczy, że trzeba z nią sypiać w środy, piątki i niedziele. To działa na zasadzie umowy handlowej i pewnie dlatego jest atrakcyjne dla tych osób. Wydaje się, że funkcjonowanie w takim układzie, gdzie jedna ze stron płaci, wymagając pewnej dyspozycyjności, to sytuacja ukształtowana w świecie, który coraz bardziej się materializuje. Polska wchodzi w ten świat w niesamowitym tempie.
Krzysztof płaci dobrze, ale też jest bardzo wymagający – szuka dziewczyny inteligentnej, sprawdza nawet znajomość angielskiego. – Dla mężczyzny, ale także dla kobiety nie jest bez znaczenia, z kim idzie do łóżka – dodaje doktor Zalewski. – Satysfakcja z funkcjonowania w takim związku w dużej mierze zależy od tego, z kim się funkcjonuje. Płacenie dziewczynie ładnej, inteligentnej jest wysoce nobilitujące. Tu nie chodzi o to, by mieć kogokolwiek. Niemożność zdobycia atrakcyjnej kobiety przekreślałby wizerunek siebie jako człowieka sukcesu. A tak można sobie kupić dziewczynę wzbudzającą zazdrość wśród kolegów i w ten sposób zaspokoić nie tylko potrzeby seksualne.
Kiedy przyznaję się, kim naprawdę jestem, Krzysztof nie jest zdenerwowany, a przynajmniej świetnie to ukrywa. – Lubię inwestować w młodych. Mam z tego satysfakcję – mówi. – Prostytutce w życiu bym nie zapłacił, a tak czuję, że pomagam. Młodzi chłopcy nie lubią, gdy dziewczyna jest inteligentniejsza, zarabia więcej. Ze mną będzie jej lepiej. Daję jej szansę rozwoju. A że w zamian chcę troszkę przyjemności? Stać mnie na to. Nic złego nie robię. To się zdarza w moich kręgach. Nie mówi się, jak się zawiera takie znajomości, ale one są.
– Z jednej strony są ludzie wysoko usytuowani, dla których zapłacenie półtorej przeciętnej pensji brutto w Polsce nie stanowi problemu, z drugiej ci, którzy nie mają się za co utrzymać – mówi Zalewski. – Biegun dobrobytu i biegun nędzy. Istnienie tego drugiego ma, jak się wydaje, większy wpływ na popularność sponsoringu. Coraz większe aspiracje młodych ludzi napotykają na blokady finansowe. Sponsoring jest dość sprytną próbą ich przezwyciężenia.
Zakłamane życie
Większość dziewczyn, gdy zaczyna szukać sponsora, jest samotna. Moment zakochania jest pierwszym sygnałem, że czas z tym skończyć. – Mam teraz chłopaka – przyznaje Karolina. – I bardzo poważnie się zastanawiam, bo nie chciałabym go stracić. A jak on by się o tym dowiedział, to... Na chwilę zawiesza głos. – Nie chcę myśleć, co by się stało. Na dodatek nie chciałabym, by moi rodzice się o tym dowiedzieli, bo też raczej by nie byli dumni ze swej córki.
Gdy zamieszczała ogłoszenie, nie do końca wiedziała, w co się angażuje. Dziś twierdzi, że nie powtórzyłaby tej decyzji. Niestety, czasu cofnąć się nie da, a i wycofać się nie jest łatwo. – Jak raz zaczniesz, trudno z tym skończyć – przyznaje. – Wiesz, taki sponsor to dobra rzecz: kupuje ci wszystko, co chcesz i za wiele od ciebie nie wymaga.
– Wciąż się z tym źle czuję – wyznaje Natasza. – Podwójne życie, jak na filmie albo w książce. Czasem wyobrażałam sobie miny znajomych, jakby się dowiedzieli... Staram się zapomnieć o jednym wcieleniu, będąc w drugim. – Dziwne jest takie życie zakłamane – mówi Karolina. – Jeśli znajdziesz sobie sponsora, zawsze będziesz mieć tę zadrę na sumieniu. Za rok, dwa, pięć i dziesięć. Większą czy mniejszą, ale nie ma opcji, aby całkiem cię to nie gryzło. Nie ma mowy...
– Człowiek jest bardzo mocno poraniony w tego typu związkach – ostrzega ojciec Michał Miedziński, salezjanin, opiekun duszpasterstwa młodzieży akademickiej przy klasztorze ojców Dominikanów w Warszawie. – Chodzi w nich wyłącznie o korzyści seksualne i majątkowe. – To kusi. łatwe i szybkie pieniądze, bez siedzenia dziesięć godzin w pracy za sześćset złotych miesięcznie – dodaje Natasza. – Nie jest nam lekko. Niedługo rodzę, stąd na razie przerwa w działalności, ale potem z pewnością znowu kogoś znajdę.
Anna Maria Warchoł
| Komentarze użytkowników (3) |
|
|
|